-Witam
cię Królu, Władco Szmaragdowej ziemi, Jam jest książe
Diamentowego Królestwa, proszę, przyjmij ten skromny podarek jako
podziękowanie za to wyjątkowe zaproszenie – białowłosy klęknął,
i skinął na sługę, który trzymał na czerwonej poduszce piękny,
wysadzany diamentami miecz z obfitymi zdobieniami na klindze. Ojciec
przyjął prezent, ukłonił się i rzekł:
-Witam
cię Synu Diamentu, najcenniejszego kruszcu na tym świecie, jestem
rad z twojego przybycia i zachwycony, że moja córka od dnia
dzisiejszego będzie towarzyszyć przy twoim boku Lordzie. - na te
słowa cała sala spojrzała na mnie, do której ta informacja nie
dotarła. - Kamate?
-Tak,
ojcze? - nie pewnym krokiem stanęłam przy nim
-Zdejmij
swój medalion, symbol przynależności do tego królestwa. Już od
dnia dzisiejszego, jego mury nie będą cię strzec, ale na zawsze
pozostaną twoim domem. - Oznajmił głosem króla, a nie kochającego
ojca.
-Tak
panie – drżącą ręką sięgnęłam do zapięcia medalionu i
chwilkę mi zajęło rozpięcie go. - Proszę – podałam go ojcu.
-Piątego
dnia tygodnia, w Święto Róży w pęłni będziesz przynależeć do
Królestwa, twojego męża.
-Księżniczko,
niech te kamienie, pochodzące z mojej ojczyzny zdobią twoją szyję,
to symbol twojej przynależności. - przybysz przyzdobił moją szyję
pięknym naszyjnikiem wysadzanym diamentami, a tłum zaczął wiwatować, muzyka
wypęłniła komnaty zamku na nowo, podobnie jak ciche rozmowy. Białowłosy wpatrywał się we mnie i zaczął mówić,
jednak muzyka zagłuszała jego słowa.
-Chodź
ze mną – rzuciłam, schodząc z oficjalnego języka. Wyszliśmy z
sali bankietowej i przez tarasy zeszliśmy do ogrodu.
-Jak
na kobietę z tak szlachetnego rodu, twoje maniery sięgają dna –
mruknął kiedy dotarliśmy do krzewów białych róż.
-Wypraszam
sobie – burknęłam oburzona. Im dłużej patrzyłam na niego tym
bardziej czułam, że jestem nie idealnym bytem. On nie miał ani
jednej skazy, wszystko w nim było perfekcyjne. - Słuchaj, co ma
znaczyć ten teatrzyk ze ślubem?
-Po
pierwsze nie jesteśmy na ,,ty", a po drugie mam swoje powody,
by brać za żonę tak mało kobiecą księżniczkę. Mój koń ma w
sobie więcej gracji. - warknął.
-Nie
będę dyskutować z kimś kto mnie obraża – odwróciłam się by
odejść, jednak zatrzymała mnie stal przy szyi.
-Nie
tak szybko, masz być kochaną żoną, a nie rozpieszczonym bachorem
– uśmiechnął się łagodnie, zabierając miecz.
-To
groźba? - spytałam zaskoczona, masując miejsce gdzie przyożył ostrze.
-To
tylko ostrzeżenie, masz trzymać się blisko mnie i być na każde skinienie.
-Chyba kpisz – jego pewność siebie była przytłaczająca, a charakter paskudny.
-Tak
myślisz? To może mały zakład? - jego twarz przybrała wyraz
zadowolenia. - Jeśli wygrasz to przystanę na twoje warunki dotyczące zamąż pójścia... możesz
nawet zrezygnować.
-Odważnie,
ale co jeśli przegram?
-Ceremonia
się odbędzie, a ty zajmiesz się kobiecymi zajęciami, a każde
moje polecenie będzie twoim obowiązkiem.
-Lordzie,
znam cię tylko chwilę, a już wzbudziłeś moją ciekawość. Jednak twoja chęć rywalizacji kiedyś cię zgubi, może nawet szybciej niż myślisz –
nieznacznie zbliżyłam się do niego, który momentalnie się
odsunął i powolnym krokiem ruszył w stronę alejki.
-Rusz się - zasugerował, na co niechętnie kiwnęłam głową.
-Dlaczego
łamiecie swoje święte prawo o czystości krwi? Precież następca diamentu
zawsze żeni się zeswoją siostrą...
-Mówisz
o prawie, które zrodziło się z legendy, a znasz ją dokładnie?
-Szczegółów
nie znam.
-Sądzę
że jako moja przyszła żona powinnaś o tym wiedzieć, pozwól, że
przytoczę ci jak to było naprawdę – westchnął. Ścieżka którą
podążaliśmy była usłana cyrkoniami i płatkami białych róż,
których krzewy rozciagały się po obu stronach. Księżyc rzucał
nikłe światło na twarz mężczyzny, przy którym jego skóra była
praktycznie biała. Nie miał żadnych pieprzyków lub blizn. Niesforne kosmyki białych włosów opadały mu na
oczy, których barwa zapierała dwch w piersiach, w końcu byłam w stanie
przyjrzeć się im z bliska. Mieniły się ni to błękitem, ni
fioletem, niczym najprawdziwsze diamenty. Słyszałam o niespotykanie
pięknej urodzie diamentowego rodu, jednak z powodu ich odizolowanego
od innych krajów królestwa i żelaznych zasad spotkanie kogoś z
zamku jest praktycznie nie możliwe. - Słuchasz mnie? - jego głos
wyrwał mnie z zamysłu.
-Przepraszam,
zamyśliłam się
-Skup
się bo drugi raz powtarzać nie będę. Moja ojczyzna nie zawsze
była bogata i ociękająca w luksusach. Jałowe ziemie sprawiały,
że lud głodował, a populacja kraju była nie wielka. Pewnego dnia
król Trinar zabładził podczas polowania i dotarł do miejsca
gdzie trawa była zielona i soczysta, kwiaty zdobiły małą chatkę
na pagórku, gdzie mieszkała młoda dziewczya. Była piękna, długie
różowawe loki, srebrzyste oczy i uśmiech dzięki któremu
rozkwitały pąki kwiatów.
-Rose
o ile pamiętam, a mężczyzna zakochał się i ją poślubił –
wtrąciłam się
-Tak,
ludzie byli szczęśliwi majac tak dobrą królową, jednak Trinar
popadł w obłęd. Uważał, że ona go zdradza, dodatkowo stres
sprawił, że zaczął się na niej wyżywać. Bił ją wiele razy, a
ona pozwalała mu na to. Czuła się z dnia na dzień coraz gorzej i
nie wiele czasu minęło, a okazało się, że jest w ciąży.
Kobieta załamała się i zaczęła płakać. Służąca zauważyła
to i chcąc ją pocieszyć, dokonała nasamowitego odkrycia...
zamiast łez ujrzała mieniące się wieloma barwami, piękne kamienie, które bez
zastanowienia chwyciła i zaniosła władcy.
-Te
kamienie... to były diamenty, prawda?
-Niestety,
okazały się być dużo warte, więc Rose musiała płakać dniami i
nocami, aby kraj mógł wyjść z biedy. Miesiące mijały, kraj się
bogacił i nastąpił czas rozwiązania. Kobieta w panice uciekła
do jaskini znajdującej się pod zamkiem, gdzie urodziła trójkę
dzieci, dwóch synów i córkę. Przytulała ich do siebie, siadząc na środku groty. Nie chciała aby dzieci, tak jak ona,
były katowane dla zarobku, modliła się więc do Żywiołów, błagając o dostatek dla kraju i szczęśliwe życie dla
dzieci. Jej prośby zostały wysłuchane i ziemie królestwa wydały
plony, wyrosły kwiaty, drzewa przyzdobiły zielone liście, a ona
sama przypłaciła to życiem. Jej piękne ciało zamieniło się w
diament, podobnie jak cała jaskinia. Trinar na wieść, że Rose
nie żyje nie zareagował, dzieci kazał wychować służącym, a sam
był bardzo nieszczęśliwy. Kiedy potomkowie dorośli, zabili ojca i
uświadomili sobie, że jedyne co im zostało po kochającej matce to
diamentowe oczy. Niechcieli stracić tego daru więc zgrzeszyli.
Siostra, żyjąc w związku ze swoimi braćmi powiła kolejnych
potomków: chłopca i dziewczynkę, a każde kolejne dziecko rodziło
się martwe. Kolejne pokolenia dalej trwały w kazirodczych związkach
i wydawały tylko takie potomstwo.
-Czyli planujesz to zmienić? - upewniłam się czy dobrze myślę,
bo wszystko działo się tak szybko.
-Szmaragd
to kamień szczęścia, a wasz kraj jest najbardziej urodzajny, nie
mam wyboru. Za Ciebie daję twojej ojczyźnie wyższy status i
bogactwo. - stwierdził zatrzymując się przy krzewie czerwonej
róży. Delikatnie dotknął płatków kwiatu, po czym szybko zerwał
– Dlatego dojdzie do ślubu choćbym
miał to zrobić siłą – upuścił kwiat na ziemie i zdeptał -
Jestem zmęczony, wracajmy