Przez
ogromne okno do komnaty wleciał biały motyl. Czarnowłosy
mężczyzna w podeszłym wieku oderwał wzrok od księgi i spojrzał
na owada. Motyl usiadł na srebrnej koronie wysadzanej ogromnymi
szmaragdami o czystej zielonej barwie. Męzczyzna westchnął, wstał
i wyjrzał przez okno. Jego oczom ukazało się miasto. Na ulicach
panowało zamieszanie i gwar. Przekupka zachwalała swój towar, obok
dwójka łobuziaków wbiegła w mężczyznę niosącego kryształowy
flakon, który teraz był tylko wspomnieniem. Władca uśmiechnął
się do siebie i nagle coś przykuło jego uwagę. Młody chłopak i
jego młodsza siostra zażarcie się kłócili na dziedzińcu. Nie
trudno było rozpoznać dziedzica i księżniczki. Po matce
odziedziczyli niezwykłą urodę, szkarłatne kosmyki włosów i
jasną cerę. Bardzo podobni, jednak będący swoimi przeciwnościami.
Oboje w dłoniach dzierżąc miecze, stanęli gotowi do pojedynku.
Dziewczyna pierwsza zaatakowała, ale jej atak został błyskawicznie
odparty. Kolejny też. W końcu chłopak wykonał ruch i pochwili
klinga miecza uderzyła o bruk.
-Głupia,
jesli będziesz zachowywała się jak mężczyzna, to nigdy nie
wyjdziesz za mąż. - stwierdził król, odchodząc od okna chwycił
koronę, płosząc owada i opuścił pomieszczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz